SAVE spotyka się w Oksfordzie z czołowymi ekspertami w dziedzinie ochrony gatunków zwierząt z Uniwersytetu
|
wtorek, 15 maja 2012 08:16 |
Położono kamień węgielny pod współpracę pomiędzy Fundacją SAVE i WildCRU
Kiedy pod koniec kwietnia Lars Gorschlüter poleciał do Oksfordu na spotkanie z czołowymi ekspertami w zakresie ochrony gatunków, wiele kluczowych problemów było wówczas przedmiotem obrad, np.: jak rozwiązać w przyszłości konflikt spowodowany rosnącą liczbą ludności i jednoczesnym wzrostem populacji zagrożonych dzikich zwierząt? Jakie działania mogą okazać się skuteczne, aby powstrzymać wymieranie gatunków?
Naukowcy z WildCRU oraz Lars Gorschlüter byli zgodni: Praktycznie żadne z działań dla ochrony gatunkowej nie jest w dłuższej perspektywie tak skuteczne jak inwestycje w edukację studentów z Afryki - czyli takie działania, które SAVE wdraża z powodzeniem w ramach swojego programu Capacity-Development.
Również WildCRU kształci w Oxfordzie mieszkańców z krajów afrykańskich na naukowców i ekologów, tak więc SAVE będzie tej w dziedzinie bardzo ściśle współpracowała z WildCRU.
Planuje się, aby studentom i doktorantom z Botswany, którzy otrzymali wsparcie w ramach programu SAVE Capacity Development, stworzyć możliwość dalszego kształcenia się na Uniwersytecie w Oksfordzie w zakresie „Wildlife Conservation“.
Innym zagadnieniem poruszonym w Oksfordzie był nowo powstały rezerwat, KaZA, który stworzy korytarze migracyjne dla dzikich zwierząt na obszarze pięciu państw. Głównym punktem dyskusji ekspertów była odpowiedź na pytanie: Jakie korzyści mogą odnieść na tym lwy, zwierzęta, które migrują na granicy Zimbabwe i Botswany?
Lwy żyjące w tym regionie są szczególnie zagrożone ze względu na bliskie położenie gruntów rolnych oraz w wyniku nasilonego kłusownictwa w Zimbabwe. Dlatego został uruchomiony program „Hwange Lion Project“, za pomocą którego naukowcy spodziewają się uzyskać wiele informacji umożliwiających wprowadzenie w przyszłości efektywnych środków ochronnych. SAVE bierze udział w rozmowach, jako potencjalny partner projektu Hwange Lion Project.
|
Dżungla - kino w najlepszym wydaniu
|
poniedziałek, 30 kwietnia 2012 10:53 |
Dżungla - kino w najlepszym wydaniu
Przez prawie rok badacz fundacji SAVE, Torsten Bohm, podróżował po najodleglejszych obszarach Gabonu i Republiki Kongo. Podjął się on trudnego zadania: wielogodzinne wytężone marsze przez gęste zarośla w wilgotnym klimacie oraz rezygnacja z jakichkolwiek udogodnień.
Wszystko po to, aby zrealizować swoją misję. Berliński biolog chciał odnaleźć hieny cętkowane, o których brak jest informacji czy i jaka ich liczba żyje w tych regionach. Poszukiwania Torsten’a Bohm’a zostały zakończone sukcesem, ale niestety tylko na obszarze Konga.
Mały przedsmak fascynującej różnorodności biologicznej gęstych lasów deszczowych i ostatnich nienaruszonych obszarów sawann w Republice Konga oraz w Gabonie można poczuć dzięki fotografiom wykonanym przez Torsten’a Bohm’a za pomocą zdalnie sterowanych aparatów fotograficznych: świnie pędzelkowe, cywety afrykańskie, buszboki, serwale, szympansy, mrówniki…
Różnorodność biologiczna, o którą koniecznie musimy dbać i ją chronić!
Fotografie wykonane zostały na obszarach lasów i sawann południowo-wschodniego Gabonu oraz w parku narodowym Odzala-Kokoua w Republice Kongo. Zwierzęta w następującej kolejności:
Szympans, Gabon i Kongo / Słoń afrykański leśny, Gabon i Kongo / Świnia pędzelkowa, Kongo / Bawół afrykański, Kongo / Mangaba oliwkowa, Kongo / Mangusta błotna, Kongo / Żeneta (genetta servalina), Kongo / Cyweta afrykańska, Kongo / Jeżatka afrykańska, Kongo / Mrównik, Kongo / Szczeciniec, Kongo / Buszbok, Gabon / Warcz, Gabon / Pangolin olbrzymi, Gabon / Żeneta (genetta servalina), Gabon / Mangusta egipska, Gabon / Dujker czarnopręgi, Gabon / Żeneta wielkoplama, Gabon / Cyweta afrykańska, Gabon / Bawół afrykański, Kongo / Serwal, Kongo / Serwal czarny, Gabon
|
|
Komunikat prasowy na Dzień Ziemi 22.4.2012: Brak miejsc dla dzikich zwierząt?
|
piątek, 20 kwietnia 2012 07:21 |
Drapieżniki są konkurentami pokarmowymi ludzi – i często przypłacają to życiem
W Afryce zabijane są lwy, ponieważ napadają one na bydło. W Japonii poluje się na delfiny, ponieważ rzekomo zjadają one rybakom ich połów. Niedźwiedź Bruno mógł przeżyć w Niemczech tylko kilka dni, ponieważ rozszarpywał owce. Również powrót rysia i wilka nie wywołał u wszystkich burzy zachwytu. Pasterze obawiali się o swój inwentarz, myśliwi o swoje zdobycze.
Each time predators are in competition for food with humans, their species becomes endangered. Competitors are killed – despite their important role in the ecosystem. In many cases this pushes some species to the brink of extinction. Without large carnivores our world would be a much poorer place not only because it will lose the most charismatic of all animals. Biological cycles would be interrupted, diseases would spread.

Za każdym razem, gdy drapieżniki stają się konkurentami pokarmowymi ludzi, ich dalszy byt jest zagrożony. Konkurenci są zabijani- bez względu na ich funkcję, jaką pełnią w układzie ekologicznym– i często spychani są aż na skraj wyginięcia.
Bez dużych drapieżników nasz świat byłby uboższy nie tylko o najbardziej charyzmatyczne osobniki spośród wszystkich zwierząt. Również cykle biologiczne zostałyby przerwane, przez co rozprzestrzeniałyby się choroby.
Utrata jednego gatunku może oznaczać rozpad całego ekosystemu. Znanym przykładem jest populacja rekinów, które są obecnie bezlitośnie zabijane. Codziennie 250 000 zwierząt jest zabijanych i przetwarzanych na zupy z płetwy rekina lub filety z wędzonego kolenia. Według opublikowanych niedawno przez naukowców informacji, w przypadku gdy znika populacja rekina, również cała rafa wymiera w ciągu 12 do 24 miesięcy.
Nadal niezbadane są ewentualne konsekwencje, jakie miałaby utrata jednego z najbardziej wyjątkowych drapieżników: lwa. Ten najpotężniejszy i rzekomo najsilniejszy „król“ wszystkich drapieżników został według Czerwonej Listy Gatunków Zagrożonych - IUCN zakwalifikowany jako narażony na wyginięcie. Jednak wielu naukowców uważa ten gatunek za krytycznie zagrożony w wielu regionach świata. W ciągu ostatnich 60 lat jego populacja spadła o 95%. Sytuacja afrykańskich dzikich psów jest jeszcze gorsza. Na całym świecie żyje obecnie maksymalnie 3 500 osobników, lecz pomimo tego są one wciąż prawie codziennie otruwane i zabijane.
Na całym świecie istnieją duże drapieżniki i wszędzie ich populacje kurczą się. Selekcja zwierząt chorych i słabych, kształtowanie życia roślinnego, zapobieganie przenoszenia i rozprzestrzeniania się szkodników oraz chorób pasożytniczych: eksperci są zgodni, że rola drapieżników jest zdecydowanie większa i ważniejsza niż tylko utrata osobnika pożartego przez drapieżnika. Co zaskakujące, jak również trudne do wyjaśnienia: wraz ze zniknięciem drapieżników znikają także gatunki zwierząt, na które te drapieżniki polują. Śmierć jednego gatunku powoduje kaskadowy rozpad całego ekosystemu. Ratowanie gatunków oznacza więc dużo więcej: ostatecznie prowadzi to do ratowania ludzi.

Ten dramatyczny przebieg wydarzeń skłania organizacje ekologiczne na całym świecie do wkroczenia do akcji, aby powstrzymać jego rozwój i mu przeciwdziałać. Fundacja SAVE Wildlife Conservation Fund angażuje się na przykład w projekty badawcze i programy ochrony tworzone dla przetrwania dużych drapieżników. Hieny w Kongo, afrykańskie dzikie psy i lwy w Botswanie, delfiny w Japonii, lub rekiny oceanach. Na wszystkie te drapieżniki wydano jeden wyrok. Preferują to samo pożywienie, co człowiek. I chociaż człowiek czuje się wybrany na władcę natury, jednak nie kwapi się do tego, aby wziąć na siebie odpowiedzialność za wyginięcie gatunków.
„Przekonujemy rolników, aby nie zabijali od razu kłusujących dzikich zwierząt, gdy zawędrują one na grunty rolne, lecz aby kontaktowali się z naszymi lokalnymi zespołami badawczymi, abyśmy mogli uchronić te zwierzęta od pewnej śmierci przy użyciu odpowiednich środków ochrony” – mówi prezes SAVE Lars Gorschlüter. „Staramy się rozbudzić wśród dzieci zachwyt tymi skarbami pustyni za pomocą różnych ekologicznych programów edukacyjnych i mamy nadzieję, że w dorosłym życiu nie będą one zabijać drapieżników. W efekcie spodziewamy się maksymalizacji zrównoważonego rozwoju. -Apelujemy również do konsumenta, aby częściej decydował się on na rezygnację z mięsa i ryb. O tym, że system ekologiczny mórz znajduje się na granicy wytrzymałości, większość ludzi już wie. Ale czy jesteśmy świadomi tego, że nasza konsumpcja mięsa wiąże się z zabijaniem drapieżników w Afryce? Unia Europejska jest głównym nabywcą afrykańskiej wołowiny. Wielu biednych, afrykańskich rolników, których egzystencja zależy od rynków europejskich, zabija lwy i dzikie psy, ponieważ rozszarpują one ich drogocenny inwentarz. To popyt wśród Europejczyków jest odpowiedzialny za potężny rozwój przemysłu wołowiny w niektórych krajach afrykańskich, który ostatecznie oznacza śmierć dla wielu afrykańskich zwierząt mięsożernych.
Olbrzymia eksploatacja przestrzeni, prowadzona, aby zaspokoić nasze zapotrzebowanie na mięso, często wiąże się z zagarnięciem ziemi w krajach trzeciego świata, ze spekulacjami dotyczącymi środków żywności, w wyniku czego najbiedniejsi z biednych są jeszcze bardziej głodni – prawie zawsze wszystkim kierują zachodnie kraje uprzemysłowione i zostaje to za każdym razem potwierdzone, podczas gdy fundacji SAVE zależy na ochronie gatunków.
Nasze zachowania konsumpcyjne mogą przyczynić się w dużym stopniu do ochrony populacji dzikich zwierząt i drapieżników na całym świecie. Dieta wegetariańska, unikanie produktów na bazie oleju palmowego, rezygnacja z biopaliw – to tylko kilka przykładów, w jaki sposób można chronić te cenne i nienaruszone siedliska przyrody, które są również domem dla dużych drapieżników. W Dniu Ziemi oraz przez wszystkie pozostałe 364 dni w roku.
|
Światowe przerażenie: Król hiszpański zabija słonie w powstającym gigantycznym rezerwacie KaZa
|
środa, 18 kwietnia 2012 12:03 |
 Słoń w obszarze Kaza
Król Juan Carlos stoi dumny i wyprostowany przed wielkim słoniem, którego zabił parę chwil wcześniej. Zdjęcie to, prezentowane obecnie przez wiele gazet, przeraża nie tylko obrońców przyrody i ekologów, ale także podatników, darczyńców i bezrobotnych Hiszpan.
Podatnicy niemieccy, wypowiadający się na forach internetowych, okazują się być zszokowani całą sprawą i twierdzą, że nie mają ochoty na rozkładanie parasola ochronnego nad hiszpańską gospodarką, podczas gdy ich monarcha nie żałuje sobie 44.000 Euro na polowanie w Botswanie, w co wlicza się także odstrzał słonia. Jest to około połowa pensji brutto przeciętnego Hiszpana.
Co więcej, królewskie łowy na słonie w Botswanie są policzkiem wymierzonym w wielu pomniejszych darczyńców, którzy zostali wezwani, za pośrednictwem wielkich billboardów ustawionych w wielu miastach w Niemczech, do datku w wysokości 5 Euro udzielonego za pomocą wiadomości SMS. Pod hasłem „Urodzeni, aby żyć“ (niem. „Geboren um zu leben“) szukamy wsparcia finansowego dla słoni żyjących w tym regionie.
Dla wielu organizacji ochrony przyrody miejsce tego zdarzenia jest szczególnie wrażliwym obszarem. Botswana, gdzie odbyło się polowanie safari, jest jednym z sygnatariuszy traktatu dotyczącego KaZa. KaZa to powstający w południowej Afryce, obejmujący pięć państw, wielki nadgraniczny rezerwat ochrony przyrody, odgrywający szczególną rolę w ochronie słoni.
„KaZa to ogromny, pionierski projekt ochrony przyrody, który całkowicie popieramy“, mówi założyciel fundacji SAVE Lars Gorschlüter. „Przede wszystkim KaZa to w pełni pokojowa idea. Słonie, które za bardzo rozmnożyły się na niektórych obszarach, takich jak na przykład Park Narodowy Chobe, nie są zabijane, lecz mogą ponownie korzystać ze swoich starych szlaków migracyjnych, przemieszczać się i rozpraszać się na obszarze pięciu krajów. Problem nadmiernych populacji rozwiązywałby się, więc, automatycznie.“
Poza tym projekt KaZa jest wspierany kwotą kilku milionów przez niemiecki bank KfW.
Wiadomość o tym, że król Juan Carlos – znany obrońca praw zwierząt– w rzeczywistości należy do osób, które na swój własny sposób rozwiązują problem zbyt wysokiego zagęszczenia populacji słoni, nie powinna tak naprawdę przedostać się do opinii publicznej. Gdyby król podczas jednego ze swoich polowań nie złamał biodra, informacje te nadal pozostawałyby nieujawnione.
Również wielu bezrobotnych Hiszpan– obecnie w Hiszpanii jedna na pięć osób jest bez pracy– bardziej cieszyłoby się z zastrzyku gotówki dla chorej gospodarki od swojego monarchy, niż z martwego słonia.
|
Rosnący międzynarodowy sprzeciw wobec niszczenia unikatowego dziedzictwa przyrodniczego w Kamerunie
|
wtorek, 17 kwietnia 2012 08:49 |
Organizacje ochrony przyrody otrzymują wsparcie ze strony wymiaru sprawiedliwości i naukowców z całego świata

Od ubiegłego roku fundacja SAVE Wildlife Conservation Fund jest zaangażowana w działania przeciwko planom utworzenia gigantycznej plantacji oleju palmowego przez firmę Herakles w południowo-zachodnim Kamerunie. Ponad 70 tysięcy hektarów lasu deszczowego charakteryzującego się unikatowym bogactwem gatunkowym, jak również dużą różnorodnością biologiczną musi tutaj ustąpić miejsca planowanej gigantycznej plantacji palmy olejowej. Dlatego też pojawiły się różnego rodzaju formy sprzeciwu wobec niszczenia tego obszaru o bogatej różnorodności gatunkowej, inicjowane zarówno przez organizacje ochrony przyrody, jak również ze strony miejscowej ludności.
Mieszkańcy tego terenu protestują przeciwko temu, że ziemia należąca do nich od pokoleń zostaje zajmowana przez zagranicznego inwestora, w wyniku czego tracą oni również zasoby niezbędne dla ich codziennego życia. Wprawdzie obiecuje się im nowe drogi oraz lukratywne oferty pracy, jednakże organizacje pozarządowe, takie jak fundacja SAVE Wildlife Conservation Fund, w dalszym ciągu obawiają się ogromnego spadku poziomu żyjących tu ludzi. Rezultatem tego może być wzrost poziomu kłusownictwa, czemu sprzyja również budowa nowych dróg dojazdowych do lasów tropikalnych.
Firma odpowiedzialna za budowę plantacji pozostała jednak nieugięta wobec licznych protestów międzynarodowych oraz światowej petycji protestacyjnej i kontynuowała prace związane z karczowaniem terenu. SAVE znajduje się w posiadaniu zdjęć lotniczych przedstawiających obszar wyrębu, na którym firma Herakles w ostatnich miesiącach przeprowadziła wycinkę około 28 hektarów lasu deszczowego.
Nawet orzecznictwo sądowe w Kamerunie nie przyniosło rezultatu. Pomimo tego, że sądy wielokrotnie – ostatnio w dniu 27.02.2012 r. – wydawały decyzję o tym, że realizacja projektu musi zostać natychmiast przerwana, firma Herakles nie uznała tych decyzji. Przedstawiciele firmy zapowiedzieli wobec SAVE, że w najbliższej przyszłości do wycinki zostanie przeznaczone kolejne 2, 5 tysiąca hektarów lasu.

Obecnie obrońcy przyrody i mieszkańcy Kamerunu otrzymują wsparcie ze strony najważniejszych międzynarodowych ekspertów naukowych: Jedenastu ekspertów w liście otwartym oskarżyło amerykańskie przedsiębiorstwo, kwestionując przeprowadzone przez nich badanie dotyczące wpływu na środowisko, na podstawie którego projekt w ogóle został dopuszczony do jego realizacji. Wśród nich znalazł się na przykład ekolog z Uniwersytety w Göttinger i doświadczony ekspert w zakresie obszaru Kamerunu dr Matthias Waltert, który stwierdził, że: „Te dane wyglądają tak, jak gdyby owi rzeczoznawcy podczas ich zbierania rozglądali się za zwierzętami, stojąc wzdłuż dróg i utartych ścieżek. Gatunki, o które tutaj chodzi, są rzadko spotykane i bardzo płochliwe. Aż ciężko uwierzyć, że udało im się dostrzec kilka zagrożonych zwierząt podczas krótkiego badania terenowego i to w porze deszczowej.“
Sygnatariusze listu, wśród których znaleźli się renomowany prymatolog Thomas Struhsaker z Uniwersytetu Duke'a w Północnej Karolinie oraz biolog Paul R. Ehrlich z amerykańskiego Uniwersytetu Stanforda, krytykują następnie fakt przyznania plantacji certyfikatu RSPO. Przedsiębiorstwa, które – jak na przykład amerykański inwestor – są członkami RSPO, tak zwanego „Okrągłego Stołu na rzecz Zrównoważonej Produkcji Oleju Palmowego“ (właść. Roundtable on Sustainable Palm Oil), są zobowiązani do przestrzegania określonych standardów środowiskowych, takich jak na przykład: niekarczowanie pierwotnych lasów tropikalnych lub innych cennych przyrodniczo lasów pod plantacje palmy olejowej. Działania koncernu Herakles i spółki zależnej SG-SOC stanowią naruszenie kryteriów „Okrągłego Stołu“ (RSPO).

Z tego powodu fundacja SAVE Wildlife Conservation Fund wspólnie z innymi organizacjami pozarządowymi wniosła formalną skargę do RSPO. Prezes fundacji SAVE, Lars Gorschlüter, stwierdza: „Jest to niedopuszczalne, że plantacja Herakles jest certyfikowana przez RSPO, chociaż koncern narusza kilka istotnych zasad i wymaganych przez RSPO kryteriów. Zarzucamy mu brak przejrzystości wobec lokalnej społeczności oraz niszczenie obszaru o dużej wartości przyrodniczej, tak zwanej „High-Conservation-Value“, co oznacza, że ten teren podlega ochronie ze względu na swoje bogactwo gatunkowe. Ponadto oznaczało to również naruszenie wytycznych RSPO, jeszcze zanim firma złożyła wniosek o rozpoczęcie prac związanych z karczowaniem lasu i otrzymała potwierdzenie ze strony rządu.“
Amerykański koncern Herakles, który jest odpowiedzialny za plantację, zapewnił sobie w umowie leasingowej wyłączne prawa do zarządzania terenem na okres 99 lat, przy czym koszt dzierżawy to zaledwie jeden dolar z hektara. Ponadto firma posiada również prawa do lokalnej wody. "Jeśli teraz nie podejmiemy działań, ci ludzie przez kolejne generacje będą zależni od koncernu” stwierdził Gorschlüter.
SAVE żąda od RSPO, aby nie nadawał on certyfikatu amerykańskiemu inwestorowi, dostrzegając w tym kolejny kamień milowy na drodze do ratowania unikatowego dziedzictwa przyrodniczego o znaczeniu międzynarodowym.
Wyczerpujące informacje na ten temat, wcześniejsze i aktualne wydarzenia
Link do listu otwartego |
Laureat Oscara Ric O'Barry razem z SAVE angażuje się w ochronę delfinów
|
wtorek, 17 kwietnia 2012 07:59 |
Ograniczenie konsumpcji ryb oznacza też ratunek dla delfinów!

W piątek 30 marca Richard O’Barry, niegdyś trener delfinów występujących w serialu telewizyjnym Flipper oraz laureat Oskara, odwiedził delfinarium w Duisburgu i opowiedział się na konferencji prasowej oraz podczas następującej po niej demonstracji przed delfinarium za jego zamknięciem.
Fundacja SAVE Wildlife Conservation Fund i organizacja WDSF zaprosiły tego 72-letniego zapalonego obrońcę delfinów do Niemiec, aby wspólnie z przeciwnikami delfinariów prowadzić walkę o zaprzestanie trzymania delfinów w niewoli, jak również, aby zwrócić uwagę na problem nadmiernej eksploatacji mórz i oceanów.
Były trener delfinów uważa, że wszystkie delfinaria powinny razem głośno i otwarcie wystąpić przeciw rzezi delfinów odbywającej się każdego roku w zatoce Taiji (Japonia). Tysiące delfinów zostaje tutaj brutalnie zabitych, najwspanialsze okazy uprzednio wyselekcjonowane, a następnie sprzedawane do delfinariów na całym świecie, przy czym ceny sięgają nawet do 150 tysięcy dolarów – dla rybaków stanowi to więc bardzo lukratywny interes. Gdyby wśród delfinariów całego świata nie istniał popyt na delfiny, ten biznes przestałby się w ogóle opłacać.
Nawet jeśli żaden z delfinów trzymanych w zoo w Duisburgu nie pochodzi z zatoki Taiji, O’Barry wezwał wszystkie delfinaria do tego, aby nie pomijać dłużej tej kwestii milczeniem, lecz dołączyć ją do programu corocznej międzynarodowej konferencji i rozpocząć bojkot.

Oprócz zamknięcia wszystkich delfinariów i zaprzestania rzezi delfinów w Japonii, Richard O’Barry poruszył także trzeci istotny punkt dotyczący ochrony delfinów, który często zostaje pomijany na arenie publicznej: Ochrona delfinów w ich naturalnym środowisku. Wiele delfinów zostaje zamordowanych, ponieważ rybacy, którzy prowadzą połowy w Japonii i na całym świecie, często wracają do domu z pustymi sieciami i z obawą o swoją dalszą egzystencję. Delfin zostaje wówczas szybko okrzyknięty „winowajcą“, który zjadł ostatnią rybę. W rzeczywistości jednak powodem jest nadmierna eksploatacja mórz. Chociaż nie ulega to żadnej wątpliwości, delfiny nadal są zabijane z tego powodu. „Ci, którzy jedzą mniej ryb, automatycznie przyczyniają się do ochrony delfinów“- stwierdził na konferencji prasowej Lars Gorschlüter, założyciel i prezes fundacji SAVE Wildlife Conservation Fund. Ta myśl przewodnia została również potwierdzona przez Richarda O’Barry.
„Tylko jeśli limity połowów ryb i innych zwierząt morskich zostaną zredukowane do akceptowalnego pod względem ekologicznym poziomu“, dodaje Lars Gorschlüter, „gatunki dużych morskich stworzeń, takich jak rekiny, delfiny i tuńczyki, będą miały szansę, aby przetrwać i troszczyć się o równowagę biologiczną w morzu.“
Na całym świecie odławia się około 70% najważniejszych pod względem komercyjnym morskich zasobów rybnych aż do granic ich wyczerpania. Wbrew opinii ekspertów ilość złowionych ryb niektórych gatunków nadal przewyższa limity 6-10 krotnie.
Ilość ryb w morzach znacząco spadła, a w przypadku dużych ryb, takich jak tuńczyki, ich liczba zmniejszyła się w ciągu 50 lat aż o 90%. Niektóre gatunki wyginą całkowicie, jeśli połów nie zostanie poważnie ograniczony.
Problem zostaje dodatkowo spotęgowany przez prawie 39 miliony ton niepożądanych przyłowów obejmujących każdego roku oprócz ptaków morskich i fok także delfiny, które giną w sieciach i niewykorzystane zostają ponownie wyrzucane za burtę.

Już od lat biolodzy morscy oraz eksperci do spraw rybołówstwa ostrzegają: Jeśli eksploatacja zasobów wodnych będzie nadal postępować, wkrótce nie rozpoznamy już naszych mórz. Zamienią się one w mętne zupy zdominowane przez glony i meduzy.
Dlatego też dla fundacji SAVE ochrona delfinów oznacza o wiele więcej niż tylko domaganie się zamknięcia delfinariów. Decydujące znaczenie ma, według Lars'a Gorschlüter, przede wszystkim kontynuowanie walki o spowolnienie tempa wymierania gatunków w morzach oraz o zachowanie tego naturalnego środowiska dla jego morskich mieszkańców.
Najprostszym sposobem, aby zatrzymać te niepokojące tendencje, jest ograniczenie spożycia ryb. „Jedz mniej ryb“ - tak brzmiało główne przesłanie zaprezentowane przez Lars'a Gorschlüter w obecności dziennikarzy na konferencji prasowej.
|
|
|